Kiedyś przeczytałam, że miarą człowieczeństwa jest zrośnięta kość biodrowa. Nie etyka czy religia, zasady, moralność czy prawo, ale słusznie pojmowane korzenie empatii. Potem się ona dziwnie rozrosła. Zrośnięta kość biodrowa chodzi więc mi stale po głowie, szczególnie gdy zdarzają się okazje i rozmawiam o niepełnosprawności, czy też czytam na spotkaniu teksty, które słuchaczy szokują, zmuszają do refleksji i nie są wygodne. Ten motyw jest prosty i jasny, a także zdecydowanie bardziej prawdziwy niż teorie, że o społeczeństwie świadczy sposób, w jaki jest w stanie zająć się ono osobami z niepełnosprawnymi. Takie to lotne, a w efekcie nikt nie wie, o co chodzi, bo infrastruktura, pieniądze, możliwości, pomysł. A życie toczy się obok.

Nielot

Czasem dajemy czas na zrastanie i to pozwala stanąć na nogi, a czasem oczywiście proces nie kończy się nigdy. Gdy dzieliłam się ostatnio refleksjami o pilotażowym projekcje, w którym bierzemy udział i w ramach zadania dziś Olo jest ze swoją asystentką w ZOO w Oliwie, a ja mogę w spokoju wracać z festiwalu literackiego, to wywołałam dyskusję na wiele tematów, a królowało podejście do wychowania i odpuszczania. Wiele wiadomości przyszło też prywatnie. I to jest naprawdę miłe, że poza osobą zależną dostrzega się też opiekuna. Że asystentura i opieka wytchnieniowa są ważne dla wszystkich zainteresowanych stron. Przyjaciółka napisała mi, że nielot, a jednak leci. To niezwykle piękne słowa, ale rozumiem, że nie chciała puszczać ich w komentarzu, bo obawiała się, że inni nie zrozumieją. Też mi to uczucie towarzyszy przy każdej rozmowie czy akcji.

Zmiany od środka

A z drugiej strony wiem, że edukacja prospołeczna zaczyna się nie od wielkich polityk i projektów za miliony a właśnie od podwórek, osiedli, szkół, miast i tak dalej. Po prostu od ludzi, którzy są blisko lub też w pewnym momencie stykają się z problem. Lub tylko o nim usłyszą. I niech ich to uwrażliwia. Z drugiej strony z uporem maniaka będę powtarzać, że język zmienia rzeczywistość, bo może się okazać, że cały nasz poukładany i idealny świat nie jest dla idiotów i wówczas pozostanie nam selekcja na lepszych i gorszych. A w to umiemy doskonale. A zwierzę ze złamaną kością biodrową nie przeżyje.

Opowiedz mi świat

Spotkania autorskie, na których pojawiają się teksty z M+M, wywołują bardzo dużo dyskusji, refleksji oraz potrzeby podzielenia się swoją historią. Chłonę, choć jest to trudne, bo nie mogę ludzi zostawić z myślami, gdy obudziłam w nich najczulsze struny, czasem dałam kopa czy wstrząsnęłam. To naprawdę czuć, gdy czytelników wbija, gdy boją się oddychać, gdy zapada cisza. A potem ona gdzieś tam w kuluarach się rozwiązuje. To mnie wypala, ale wiem, że jest konieczne, by świat mojego nielota i innych mógł być lepszy. Mam przecież świadomość, że kiedyś było gorzej, ale to nie znaczy, że nie może być przynajmniej dobrze, a potem jeszcze lepiej. Bez podnoszenia tematu z chodnika po prostu się nie da.

Niedoczas

Jak wielu rodziców i opiekunów tak wiele historii, przepisów na życie oraz planów na przyszłość. W sytuacji, gdy w domu jest osoba z niepełnosprawnością, to wizja tego, co będzie, wydaje się dość mętna. Bo przecież zakłócona jest naturalna kolej rzeczy. A my nie mamy patentu na nieśmiertelność. I tak jak wielu jest rodziców, którzy zarzekają się, że za nic nie oddadzą swojego dziecka do mieszkania wspomaganego, ośrodka prywatnego czy też DPS-u, tak też ilość scenariuszy na przyszłość się po prostu zmniejsza.

Tomu poetyckiego M+M ja już u siebie nie mam. Jest dokupienia na stronie wydawnictwa lub księgarniach internetowych. I choć wiem, że chcecie mieć książkę już po spotkaniu, to w tym wypadku trzeba trochę poklikać.